Nissan GTR

Japończycy są znani ze swojej precyzji i zamiłowania do technologii. Uwielbiają sushi, a ich pop-kultura jest jedną z najbardziej zaskakujących na świecie. Ponadto kochają również filmy z Godzillą oraz… samochody. To widać na przykładzie Nissana GTR – ten wóz ma w sobie tyle duszy, że ludzie którzy go stworzyli, muszą naprawdę ubóstwiać auta.

DSC_0565

O japońskich samochodach głośno jest w zasadzie od zawsze. Kto nie słyszał o nieustannej rywalizacji Subaru i Mitsubishi? Widok Hondy, Mazdy lub Lexusa też nikogo nie dziwi. Za to GTR przykuwa spojrzenia wszystkich. Co takiego ma w sobie następca modelu Skyline?

 

Nissan GTR wszedł do masowej produkcji w 2008 roku, ale emocje z nim związane zaczęły się wcześniej. Świat motoryzacji oczekiwał, że tak samo jak Skyline, GTR będzie samochodem sportowym klasy średniej. Po mniej lub bardziej kontrolowanych przeciekach i plotkach, widziano w nim rywala dla najsłynniejszych japońskich wozów – Subaru Imprezy i Mitsubishi Lancera. Prawda okazała się jednak zupełnie inna – GTR stanął w szranki z supersamochodami klasy Lamborghini i Ferrari.

DSC_0619 (1)

Japończycy udowodnili, że wszystko jest możliwe, jeśli jest się odpowiednio upartym i precyzyjnym. Każdy silnik montowany w Nissanie, jest składany ręcznie. A jest co składać! Jednostka V6 o pojemności 3.8 litra przy podwójnym turbodoładowaniu generuje 480 koni mechanicznych w wersji podstawowej. Dodajmy do tego dwusprzęgłową skrzynię biegów, napęd na cztery koła i otrzymujemy przepis na naprawdę mocne auto. To jednak elektronika sprawia, że GTR jest autem Wybitnym. Komputery i układy scalone na bieżąco monitorują całą masę czynników wpływających na jazdę i na ich podstawie rozdzielają moc na poszczególne koła oraz regulują zawieszenie.

 DSC_0599

Ale nie tylko mechanika wpływa na osiągi tego auta. Nadwozie, na pierwszy rzut oka odbiega od formy, do której przyzwyczaiły nas włoskie superauta. Od razu widać, że inżynierom Nissana bardziej zależało na funkcjonalności niż elegancji. Każdy detal, poczynając od masywnego spoilera, a kończąc na specjalnym ukształtowaniu bocznych lusterek, służy zachowaniu jak największej przyczepności. Wszystko to sprawia, że Nissan w dniu premiery był w w stanie osiągnąć 100 km/h w czasie 3,5 sekundy. Oznacza to, że przyspieszał szybciej niż Gallardo, Audi R8 czy Ferrari F430. Celowo piszę w czasie przeszłym – od premiery minęło już osiem lat. Odświeżona wersja, która wejdzie na rynek już w 2017, do setki rozpędzi się w 2,7 sekundy. To tylko o 0,2 sekundy wolniej niż Bugatti Veyron. Haczyk polega na tym, że nowy Nissan będzie miał “tylko” 570 koni, podczas gdy Veyron ma ich 1000. Mimo mocy i przyspieszenia, Nissan prowadzi się rewelacyjnie. Japończycy zadbali nawet o takie detale, jak specjalne żłobienia w felgach, które zapobiegają ześlizgnięciu się lub zerwaniu opony przy zbyt szybkim wchodzeniu w zakręty. Brzmi to groteskowo, ale w wypadku tego auta, istnieje realna potrzeba takiego rozwiązania.

DSC_0616

Nissan GTR został otoczony swoistym kultem. Jest wychwalany pod niebiosa przez fanów motoryzacji z prezenterami Top Geara na czele. W Japonii, z powodu mocy, agresywnej bryły i warkotu silnika ma pseudonim “Godzilla”. To jeden z ulubionych samochodów miłośników tuningu. W wyścigach na ¼ mili biorą udział egzemplarze, które po ogromnych modyfikacjach posiadają moc ponad 2000 koni mechanicznych. Tak radykalny tuning udaje się oczywiście nielicznym. Jedna z tak doładowanych wersji, stworzona przez tunerów ze stajni AMS, nosi wiele mówiącą nazwę Alfa Omega. Zazwyczaj modyfikacje nie idą aż tak daleko, ale ten przykład doskonale pokazuje potencjał, jaki drzemie w japońskiej maszynie.

 

To oczywiście tylko suche fakty. Nic nie zastąpi możliwości poprowadzenia tego auta i poczucia jego przyspieszenia na własnej skórze. Jeżeli chcesz się przekonać, ile radości może dać przejażdżka tym autem, to pomożemy Ci spróbować. Zamiast kupować GTRa, wskocz na tor i wciśnij gaz do dechy.

 

Comments

comments