9 urodziny Wyjątkowego Prezentu!

Dziewięć lat temu nikt się nie spodziewał, że nasza firma rozrośnie się do obecnych rozmiarów, że spełnimy tysiące marzeń i uszczęśliwimy tyle osób. Tak jest – właśnie świętowaliśmy nasze 9 urodziny. Chcecie wiedzieć w jaki sposób je spędziliśmy?

uro 6

Beatlesi śpiewali „all you need is love” – my mówmy, all you need is… czołg. Skoro mamy tak bombową okazję jak urodziny, a rynek prezentów w formie przeżyć zdobyliśmy szturmem, to dlaczego nie świętować na czołgowisku? Zebraliśmy naszą wesołą biurową drużynę, spotkaliśmy się z naszymi tytanami pracy z punktów handlowych oraz z dwoma specjalnymi gośćmi – Linasem (o którym mogliście poczytać przy okazji jego motocyklowej eskapady z Michałem) oraz Alexem – pomysłodawcami Wyjątkowego Prezentu.

 

Uro1

 

Najpierw odbyło się oficjalne spotkanie z naszymi sprzedawcami spoza Warszawy. Niezobowiązujący, leniwy lunch, pełen plotek, śmiechu i anegdotek. W międzyczasie ekipa biurowa zaczęła zbierać się na Placu Defilad. Mimo że widzimy się na co dzień, dobrze było zobaczyć wszystkich w jednym miejscu – z uśmiechami na twarzy i z dala od komputerów. O 14:00 wyruszyliśmy z Warszawy w kierunku Chrcynna, koło Nasielska.

 

Upał trochę odbierał nam entuzjazm i chęć do świętowania, ale tylko do czasu. Gdy zobaczyliśmy jak wygląda nasz mały plac zabaw, stanęliśmy jak wryci – cała masa wojskowego sprzętu, zarówno w całości jak i w częściach robi niesamowite wrażenie. Śmiało mogę powiedzieć, że nigdy nie widziałem więcej żelastwa w jednym miejscu. Rozgościliśmy się i wypakowaliśmy prowiant na nasz mały piknik. Znalazła się też piłka do nogi – szybko okazało się, że nie tylko chłopcy mają dryg do tego sportu. Nasza koleżanka Paulina swoją kontrolą piłki zawstydziła niejednego z obecnych mężczyzn.

 

Podczas gdy część z nas grała w piłkę, pozostali byli pochłonięci piknikowaniem i podziwianiem całego stada wojskowych maszyn. Teren byłej jednostki artylerii rakietowej jest miejscem niezwykle malowniczym. Kolekcja sprzętu, który można tam znaleźć jest tak ogromna, że w 2008 roku została oficjalnie przemianowana na Muzeum Zabytków Techniki Wojskowej zarejestrowane przez Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Nas interesował jednak pewien konkretny egzemplarz – czołg T-55 „Merida”. Aż się prosi, żeby do „Merida” dodać „waleczna”, ale to byłoby małym niedopowiedzeniem. Czołg ma aż 9 metrów długości całkowitej, a jego masa bojowa to 42 000 kilogramów! Żeby napędzić takiego kolosa, potrzeba aż 640 KM i… 680 litrów paliwa w baku. Robi wrażenie prawda?

 

uro 2

 

Podzieliliśmy się na grupy i po kolei zaczęliśmy wspinać się na pancerz pojazdu. Gdy tylko udało się nam w miarę bezpiecznie usiąść ruszyliśmy z miejsca… i każdy zaczął się rozglądać za czymś, czego może się złapać. Lekkoduchostwo i brak szacunku do potężnej maszyny od razu dał o sobie znać. Oczywiście nie jechaliśmy na tyle szybko, żeby ktoś spadł, ale kilka osób poczuło igiełki strachu. Chwilę później pokonywaliśmy już głębokie doły i wiraże na specjalnym poligonie. Merida dosłownie zjadała każdą rozpadlinę, która w innym pojeździe byłaby przeszkodą nie do pokonania. W międzyczasie musieliśmy uchylać się przed „niskimi” gałęziami i przekrzykiwać potężny silnik. Oglądaliście kiedyś czterech pancernych i psa? Dźwięki wcale nie są tam przesadzone – nic dziwnego że chłopaki musieli nosić hełmofony.

 

Wielu z nas miało wcześniej do czynienia z jazdą 4×4, ale to przeżycia nieporównywalne z jazdą czołgiem. Przede wszystkim Merida traktuje każdą przeszkodę jako dziecinną igraszkę – tam gdzie inny wóz by się zatrzymał, ona tylko przyspiesza. Po drugie, no cóż, przy offroadzie zazwyczaj ludzie nie śmieją się tak głośno.

 

dav

Kiedy już wszyscy oficjalnie zostaliśmy czołgistami, przyszedł czas na część oficjalną – gorące podziękowania od Kuby, naszego szefa, mały toast i… niespodzianka. Wraz z 9 urodzinami firmy, kilka osób obchodziło trzecią rocznicę pracy w firmie. Nie wszyscy jubilaci byli obecni, więc szczególne wyróżnienia odebrali Karolina, Czarek oraz Piotr. Vouchery na przeżycia, uroczyste dyplomy, toasty i… na szczęście obyło się bez sto lat, ale nie udało się nam uniknąć gromkiego śmiechu Piotra. Należy zaznaczyć, że dźwięk ten słychać z około kilometra.

 

uro 4

 

Oczywiście nie mogło zabraknąć mniej oficjalnych gratulacji dla Kuby, Linasa i Aleksa – najpierw dziewięć podrzutów, później formalne uściśniecie dłoni i zabawy ciąg dalszy.

 

Uro 5

 

Niedługo później wróciliśmy do Warszawy, przebraliśmy się w wyjściowe ubrania i udaliśmy się na podbój jednego z warszawskich klubów. No, ale to już zupełnie inna historia…

 

Comments

comments