Łódzka integracja, czyli starcie na Lasery.

Bardzo często w Wyjątkowym Prezencie podkreślamy jak ważne jest wspólne porozumienie, które owocuje w przyszłości efektywną i przyjemną pracą. Nic tak nie zbliża ludzi jak aktywne działanie i świetna zabawa. Nasi łódzcy eksperci ds. przeżyć przekonali się o tym na własnej skórze. Łódź rośnie w siłę. Przybywa nam wysp (w sierpniu otworzyliśmy nową Wyspę Przeżyć w Manufakturze), a wraz z nimi pojawiają się nowi eksperci, dlatego okazji do poznawania się nie brakuję. Przeczytajcie relację, z ostatniej integracji Łódzkiego Teamu. 


DSC00772

Po zakończonym, pełnym przeżyć dniu pracy, wybraliśmy się całym Łódzkim Teamem na ALFA LASER GAME. Chcieliśmy tym razem sprawdzić umiejętności strzeleckie na Paintballu Laserowym. ALFA LASER  ma swój klimat i jest przygotowane z wielką starannością. Organizatorzy wykazali się dużym profesjonalizmem i cierpliwością. Czekała tam na Nas prawdziwa dawka emocji i swoisty pojedynek na strzały – całe szczęście laserowe 😉 Dobrze, że Paintball w tym wydaniu jest bezbolesny!

 

Podzieliliśmy się na dwie drużyny, Maufaktura vs. Galeria Łódzka. Po krótkim przeszkoleniu otrzymaliśmy broń i kaski. O wygranej danej drużyny zadecydować miała liczba trafień uczestników z drużyny przeciwnej. Zostaliśmy wprowadzeni do zaciemnionej sali, światła absolutnie były wygaszone,  a całość widoku przysłaniała nam czarna kotara. Po otrzymaniu hasła „start” włączyła się  głośna muzyka rodem z filmu akcji i ruszyliśmy drużynami przed siebie.

 

Sala, która nam się ukazała pełna była wielu labiryntów, ścianek z przeszkodami i innych zakamarków, zza których świetnie się strzelało do przeciwnika z ukrycia. Panował półmrok , unosił się delikatny dym, a migające kolorowe światła tylko potęgowały uczucie adrenaliny. Łatwo było się schować, ale równie łatwo było nie zauważyć czającego się za naszymi plecami przeciwnika.

 

Niczym komandosi przemierzaliśmy sale, czasem nawet na kolanach… z absolutnym zaangażowaniem często przerywanym wybuchami śmiechu kiedy na siebie niespodziewanie wpadaliśmy. Czas spędzony na grze minął nam bardzo szybko. Nawet nie czuliśmy zmęczenia, wola walki górą! Galeria odniosła sukces, dokładny wynik został objęty tajemnicą 🙂

 

Następnym wyzwaniem był Laserowy Labirynt.

 

Po otwarciu pokoju, w którym się znajdował wszyscy wybuchnęliśmy gromkim śmiechem. Wąskie stróżki zielonego lasera wypełniały pokój z niemalże każdej strony, przez co labirynt zdawał się być niemożliwym do przejścia. Jak widać na zdjęciach przybieraliśmy naprawdę rożne pozycje i taktyki żeby go pokonać.

received_1331032380270693

Laserowy labirynt pozwolił nam trochę uspokoić oddech, wymagał on dużego skupienia, a wspólna zabawa przysporzyła nam wiele radości.Mogliśmy poczuć się trochę jak szpiedzy, złodzieje dzieł sztuki czy inne postacie filmowe.

Wszystkie te atrakcje polecamy wielbicielom kina akcji, którzy zastanawiali się jak by to było, wcielić w role swojego ulubionego bohatera, znaleźć się pod ostrzałem, lub uciec pokonując pokój pełen laserowych czujników ruchu. To świetny pomysł na wyjście z przyjaciółmi, integracje firmowe i grupowe spotkania.

 

Łódzki Team zdecydowanie poleca te przeżycia 😉 Sprawdźcie jakie inne przeżycia znajdziecie w Łodzi!

 

Co lubią duże dzieci?

Podobno mężczyźni nie dorastają, po prostu zmieniają zabawki. Nasi Chłopcy z biura nie przyznają się do tego otwarcie, ale i tak wiemy swoje. Mamy na to całą dokumentację fotograficzną… a ponadto otrzymaliśmy od nich kilka rad na Dzień Chłopaka! Ale zacznijmy od krótkiej notatki historycznej.

^66CF8258DE6E6737582E04FD25913CD1D6564C73F2CDEAC500^pimgpsh_fullsize_distr

Wszyscy wiedzą kiedy obchodzony jest Dzień Kobiet – 8 marca jest datą znaną międzynarodowo. W odpowiedzi na święto Pań ogłoszono Dzień Mężczyzn, który w Polsce przypada 10 marca. Tradycja obchodzenia tego święta na świecie została zapoczątkowana 19 listopada 1999 roku w Trynidadzie i Tobago, ciężko zatem w skazać konkretne powody, dla których w Polsce wybrano akurat tę datę. Może właśnie dlatego popularniejszy jest Dzień Chłopaka, który przypada już niedługo, bo 30 września.

 

Przejdźmy jednak do rzeczy. Nie jest odkryciem, że mężczyźni preferują prezenty w formie przeżyć, a także to, że jesteśmy specjalistami w tej dziedzinie. Z okazji zbliżającego się Dnia Chłopaka mamy dla Was kilka propozycji, które z pewnością sprawią radość niejednemu mężczyźnie. Propozycje pochodzą prosto od Naszych Panów, którzy podpowiadają, co chcieliby dostać w tym wyjątkowym dniu.

DSC_0640

Największą popularnością w naszym biurze cieszą się Przeżycia Za Kierownicą. W tym roku Nasi chłopcy mieli sporo okazji, żeby sprawdzić na własne skórze SuperAuta i wciąż im mało! Chcą więcej! Czy ktoś się im dziwi?

20160514_143539

Naszym Panom nie tylko samochody w głowach! Zabawa w Czterech Pancernych też przypadła im do gustu.

sdr

Prezent sprawdzi się w przypadku wszystkich miłośników militariów, którzy interesują się sprzętem wojskowym, ale nie tylko! To także świetny pomysł dla fanów adrenaliny oraz amatorów dobrej zabawy.

^FADC1E84B523BE8E8F4BD675453FB8EF45B37372BD45D2D2DF^pimgpsh_fullsize_distr

Dla pasjonatów nieco mniejszych maszyn też coś się znajdzie. Monster trucki to prawdziwie potwory! Chłopaki mieli okazję testować te dzikie bestie z niesamowicie wysokim zawieszeniem i polecają je każdemu fanowi motoryzacji.

DSC_0164

Niektórzy chłopcy z naszego biura zdradzili nam, że ich marzeniem jest Kurs Nurkowania oraz Prezenty w Powietrzu, takie jak: Kurs Pilotażu czy Lot Motolotnią. A jeżeli Twój facet uwielbia dobrze wyglądać, to Piotr podpowiada, że Koszula szyta na miarę będzie spełnieniem jego marzeń!

 

To tylko niektóre przeżycia, jakie możesz podarować Chłopakowi z okazji jego święta. Pełną listę wyjątkowych przeżyć znajdziesz na naszej stronie https://www.wyjatkowyprezent.pl/pomysl-na-prezent/prezenty-dla-niego

 

Miłego świętowania!

 

9 urodziny Wyjątkowego Prezentu!

Dziewięć lat temu nikt się nie spodziewał, że nasza firma rozrośnie się do obecnych rozmiarów, że spełnimy tysiące marzeń i uszczęśliwimy tyle osób. Tak jest – właśnie świętowaliśmy nasze 9 urodziny. Chcecie wiedzieć w jaki sposób je spędziliśmy?

uro 6

Beatlesi śpiewali „all you need is love” – my mówmy, all you need is… czołg. Skoro mamy tak bombową okazję jak urodziny, a rynek prezentów w formie przeżyć zdobyliśmy szturmem, to dlaczego nie świętować na czołgowisku? Zebraliśmy naszą wesołą biurową drużynę, spotkaliśmy się z naszymi tytanami pracy z punktów handlowych oraz z dwoma specjalnymi gośćmi – Linasem (o którym mogliście poczytać przy okazji jego motocyklowej eskapady z Michałem) oraz Alexem – pomysłodawcami Wyjątkowego Prezentu.

 

Uro1

 

Najpierw odbyło się oficjalne spotkanie z naszymi sprzedawcami spoza Warszawy. Niezobowiązujący, leniwy lunch, pełen plotek, śmiechu i anegdotek. W międzyczasie ekipa biurowa zaczęła zbierać się na Placu Defilad. Mimo że widzimy się na co dzień, dobrze było zobaczyć wszystkich w jednym miejscu – z uśmiechami na twarzy i z dala od komputerów. O 14:00 wyruszyliśmy z Warszawy w kierunku Chrcynna, koło Nasielska.

 

Upał trochę odbierał nam entuzjazm i chęć do świętowania, ale tylko do czasu. Gdy zobaczyliśmy jak wygląda nasz mały plac zabaw, stanęliśmy jak wryci – cała masa wojskowego sprzętu, zarówno w całości jak i w częściach robi niesamowite wrażenie. Śmiało mogę powiedzieć, że nigdy nie widziałem więcej żelastwa w jednym miejscu. Rozgościliśmy się i wypakowaliśmy prowiant na nasz mały piknik. Znalazła się też piłka do nogi – szybko okazało się, że nie tylko chłopcy mają dryg do tego sportu. Nasza koleżanka Paulina swoją kontrolą piłki zawstydziła niejednego z obecnych mężczyzn.

 

Podczas gdy część z nas grała w piłkę, pozostali byli pochłonięci piknikowaniem i podziwianiem całego stada wojskowych maszyn. Teren byłej jednostki artylerii rakietowej jest miejscem niezwykle malowniczym. Kolekcja sprzętu, który można tam znaleźć jest tak ogromna, że w 2008 roku została oficjalnie przemianowana na Muzeum Zabytków Techniki Wojskowej zarejestrowane przez Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Nas interesował jednak pewien konkretny egzemplarz – czołg T-55 „Merida”. Aż się prosi, żeby do „Merida” dodać „waleczna”, ale to byłoby małym niedopowiedzeniem. Czołg ma aż 9 metrów długości całkowitej, a jego masa bojowa to 42 000 kilogramów! Żeby napędzić takiego kolosa, potrzeba aż 640 KM i… 680 litrów paliwa w baku. Robi wrażenie prawda?

 

uro 2

 

Podzieliliśmy się na grupy i po kolei zaczęliśmy wspinać się na pancerz pojazdu. Gdy tylko udało się nam w miarę bezpiecznie usiąść ruszyliśmy z miejsca… i każdy zaczął się rozglądać za czymś, czego może się złapać. Lekkoduchostwo i brak szacunku do potężnej maszyny od razu dał o sobie znać. Oczywiście nie jechaliśmy na tyle szybko, żeby ktoś spadł, ale kilka osób poczuło igiełki strachu. Chwilę później pokonywaliśmy już głębokie doły i wiraże na specjalnym poligonie. Merida dosłownie zjadała każdą rozpadlinę, która w innym pojeździe byłaby przeszkodą nie do pokonania. W międzyczasie musieliśmy uchylać się przed „niskimi” gałęziami i przekrzykiwać potężny silnik. Oglądaliście kiedyś czterech pancernych i psa? Dźwięki wcale nie są tam przesadzone – nic dziwnego że chłopaki musieli nosić hełmofony.

 

Wielu z nas miało wcześniej do czynienia z jazdą 4×4, ale to przeżycia nieporównywalne z jazdą czołgiem. Przede wszystkim Merida traktuje każdą przeszkodę jako dziecinną igraszkę – tam gdzie inny wóz by się zatrzymał, ona tylko przyspiesza. Po drugie, no cóż, przy offroadzie zazwyczaj ludzie nie śmieją się tak głośno.

 

dav

Kiedy już wszyscy oficjalnie zostaliśmy czołgistami, przyszedł czas na część oficjalną – gorące podziękowania od Kuby, naszego szefa, mały toast i… niespodzianka. Wraz z 9 urodzinami firmy, kilka osób obchodziło trzecią rocznicę pracy w firmie. Nie wszyscy jubilaci byli obecni, więc szczególne wyróżnienia odebrali Karolina, Czarek oraz Piotr. Vouchery na przeżycia, uroczyste dyplomy, toasty i… na szczęście obyło się bez sto lat, ale nie udało się nam uniknąć gromkiego śmiechu Piotra. Należy zaznaczyć, że dźwięk ten słychać z około kilometra.

 

uro 4

 

Oczywiście nie mogło zabraknąć mniej oficjalnych gratulacji dla Kuby, Linasa i Aleksa – najpierw dziewięć podrzutów, później formalne uściśniecie dłoni i zabawy ciąg dalszy.

 

Uro 5

 

Niedługo później wróciliśmy do Warszawy, przebraliśmy się w wyjściowe ubrania i udaliśmy się na podbój jednego z warszawskich klubów. No, ale to już zupełnie inna historia…

 

Witaj Toruń!

Miło nam ogłosić, że 7 września otworzyliśmy kolejną Wyspę Przeżyć. Tym razem przyszła pora na Toruń- miasto piernika i Kopernika 🙂

 

Skok ze spadochronem, przejazd superautem a może wyjątkowy masaż relaksacyjny? Pomysłów na prezent mamy wiele! Jeśli nie będziesz mógł się zdecydować nasi Eksperci ds. przeżyć chętnie udzielą Wam wszelkich informacji oraz pomogą dobrać prezent dopasowany do Waszych oczekiwań.

IMG_3650

 

Nie ma potrzeby odkładać marzeń na jutro, skoro można je spełnić już dziś razem z nami!

 

Z okazji otwarcia na hasło: Tyle Przeżyć otrzymacie 10% zniżki na wybrany prezent!

 

Czekamy na Was w Atrium Copernicus:)

 

Przejażdżka Ferrari F430

Ferrari F430 to najlepiej sprzedające się Ferrari w historii marki. Trafia w gusta fanów ceniących elegancję, jak James May oraz tych, którzy tak Jeremy Clarkson kochają szybką jazdę. Obydwaj prowadzący Top Gear prywatnie posiadają to auto. Ostatnio miałem okazję przekonać się dlaczego.

 

Krótkie wprowadzenie sytuacyjne – w jedną z sierpniowych niedziel udaliśmy się na Tor Łódź. Po pierwsze, chcieliśmy zobaczyć najnowszy tor, którego oficjalne otwarcie jest dopiero we wrześniu, a po drugie… obcowanie z tymi autami to część naszej pracy. W końcu jesteśmy ekspertami w kwestii przeżyć.

DSC_0604

Przygodę zaczęliśmy od przywitania się z naszymi przyjaciółmi z DevilCars i Autoprezentu. Niedługo później dołączyli do nasi partnerzy z LifeTube, którzy tego samego dnia mieli nagrywać relację z jazdy Nissanem GTR. Zawsze było mi bliżej do włoskiego temperamentu niż do japońskiej precyzji, więc moja uwaga raczej zeszła na Ferrari i Lamborghini. Rzadko kiedy obok siebie widuję się F430, Californię i Gallardo. Trzeba przyznać, że to majestatyczny widok.
Muszę jednak zaznaczyć – mimo że kocham samochody, nie jestem dobrym kierowcą. Uwielbiam ich linie, perfekcyjną mechanikę i to, że przez ułamek sekundy kiedy pędzą, wydaje się że mają własną dusze i osobowość. Może to właśnie kwintesencja mojej miłości do aut, zwłaszcza tych potężnych – mam do nich zbyt dużo szacunku i pokory, abym mógł swobodnie naginać je do swojej woli. Za dużo teorii, za mało praktyki.

DSC_0575

Na szczęście z pomocą przyszedł mi Chrystian, jeden z obecnych na torze instruktorów. Obiecał mi pokazać, na czym dokładnie polega magia torowej jazdy Ferrari. Słowa dotrzymał, ale o tym za chwilę. Najpierw warto powiedzieć kilka słów o torze, a raczej o panującej na nim atmosferze. Zacznijmy od twardych danych. Oficjalne otwarcie toru nastąpi dopiero we wrześniu, ale ta część, po której można już jeździć robi wrażenie. Co prawda instruktorzy podkreślają, że nie jest to nawierzchnia stricte wyścigowa, ale gładki asfalt aż prosi się o to, żeby pojechać po niż trochę szybciej niż po polskiej drodze. Mimo że tor ma długość „zaledwie” półtora kilometra, kręta i wymagająca technicznie trasa zapewnia mnóstwo emocji.

 

Infrastruktura i profesjonalizm realizacji to jednak nic, w porównaniu z atmosferą, jaka panuje na torze. Wszędzie słychać warkot silnika – czasami jest to V10 Lambo, czasami turbodoładowana jednostka KTM X-Bow. Od czasu do czasu słychać wysoki wizg Nissana GTR i dziki warkot Mitsubishi. Wokół mnóstwo fanów motoryzacji. Jedni już przygotowują się do jazd, inni z podekscytowaniem opowiadają o wrażeniach z jazdy. Jeszcze inni przybyli tylko popatrzeć lub potowarzyszyć swoim bliskim w realizacji marzeń. Tak czy inaczej, uśmiechy widać wszędzie.

DSC_0096 (1)

Koledzy i koleżanki po kolei zajmują miejsca za kierownicą aut. Każdy ma swoje preferencje. Jedni gonią za legendą Lamborghini i wybierają Gallardo, inni pragną przyspieszenia na miarę Nissana GTR. KTM jest wciąż oblegany, więc moi koledzy cierpliwie czekają na swoją kolej. A ja czekam na Ferrari. Z zewnątrz prezentuje się rewelacyjnie, harmonijne linie, głęboka czerwień lakieru i bardzo niskie zawieszenie. Dopiero jak usiadłem na fotelu pasażera, uświadomiłem sobie jak niewielka odległość dzieli mnie od asfaltu. To wpływa nie tylko na aerodynamikę i osiągi, lecz także na perspektywę z kokpitu.

DSC_0462
Witam się z Chrystianem – już w środku Ferrari 430. O precyzji wykonania i elegancji wnętrza napisano już wiele, teraz skupię się na wrażeniach z jazdy. Od razu zostaję postawiony przed ścianą – pojedziemy najszybciej jak to tylko możliwe w tym samochodzie. Chwilę po tym, jak uznaję, że jestem gotowy, ruszamy z piskiem opon. Chrystian mówi do mnie o specyfikacji samochodu oraz o tym, jak najlepiej podchodzić do poszczególnych zakrętów. Mówiąc szczerze niewiele z tego pamiętam – pisk opon oraz ryk silnika skutecznie go zagłuszał. Umówiliśmy się na cztery okrążenia – okazało się, ze pierwsze było jedynie rozgrzewką.

DSC_0440 (1)
Przy drugim okrążeniu komunikacja była niemożliwa. Chrystian wczuł się w rolę mojego przewodnika po świecie super aut. Pisk opon i warkot silnika urosły w siłę, a ja chociaż do strachliwych nie należę, oblałem się potem. Nie jestem pewien czy to kwestia ogromu adrenaliny, którego nie czułem nigdy wcześniej, czy tego, że połowę zakrętów zrobiliśmy bokiem. To właśnie na nich można zrozumieć dlaczego Ferrari 430 jest supersamochodem. Nigdy wcześniej nie miałem okazji doświadczyć tak szybkiej jazdy na wirażach. Oglądanie prowadzących Top Gera, czy tez relacji z zawodów samochodowych nie oddaje emocji, które dzieją się w kabinie. Świat za bocznymi szybami rozmazuje się, a przez przednią widać jak auto dosłownie pożera drogę przed sobą. Jeżeli kojarzycie uczucie przeciążenia, które towarzyszy startowaniu samolotu, to zapewniam, że w Ferrari doświadczycie tego samego, ale bez odrywania się od ziemi. W pewnym momencie nie wiedziałem, co zagłusza słowa Chrystiana – silnik auta, czy łomot mojego serca. Kilka razy po prostu zacząłem się śmiać – w ciągu kilku minut przejazdu poczułem więcej radości niż przez większość czasu, jaki do tej pory spędziłem w jakimkolwiek innym aucie. Po skończonym przejeździe pogratulowałem Chrystianowi pewności i podziękowałem za „przelot”. Po wyjściu z auta, ekipa z Wyjątkowego Prezentu spytała się mnie o wrażenia z jazdy. Jedyne co mogłem z siebie wydusić to „spociłem się” i „chcę więcej”. Nie musiałem tłumaczyć zadowolenia, mój niecodziennie szeroki uśmiech zrobił to za mnie.

DSC_0451

Chyba właśnie na tym polega magia super samochodów. Są nie tylko piękne i luksusowe, ale przede wszystkim dają ogrom radochy, zostawiają nas z uśmiechem na twarzy i nogami z waty. To przeżycie polecam każdemu kto kocha auta i adrenalinę. W przypadku Ferrari, to dwie strony tego samego medalu.

Przekonajcie się sami, jakie super auta możecie podarować w prezencie.

Rośniemy w siłę !

Nasza wyjątkowa firma z miesiąca na miesiąc coraz silniej się rozrasta. Przybywa prezentów, nowych partnerów, otwieramy coraz to nowe Wyspy Przeżyć, a tym samym potrzebujemy nowych doradców prezentowych.

 

We wtorek w naszym warszawskim biurze mieliśmy okazje gościć nasz nowy narybek ekspertów ds. przeżyć. Silna ekipa z Trójmiasta, Torunia i Łodzi przyjechała do centrum Polski,  aby szkolić się w obsłudze klienta i sprzedaży prezentów w formie przeżyć.

 ^E78A718D5B86015DCDDB374248245F8D686AE881DF9233BFA3^pimgpsh_fullsize_distr

W lipcu otworzyliśmy kolejny punkt w Łodzi. Tym razem w największym centrum handlowym Europy Wschodniej – w Manufakturze. Już niedługo, bo 7 września otwieramy Wyspę Przeżyć w centrum handlowym Atrium Copernicus w Toruniu. Będzie to nasz pierwszy punkt handlowy w tym mieście, dlatego jesteśmy bardzo podekscytowani i pełni entuzjazmu.

 

Do końca tego roku planujemy otworzyć jeszcze kilka nowych punktów sprzedaży, dlatego ludzie z pasją, entuzjaści aktywnego trybu życia są nam potrzebni, ponieważ tylko razem jesteśmy w stanie budować Nasze Wyjątkowe prezentowe imperium ! 😉

 

Witamy na pokładzie !