Aloha Party

Dokładnie tydzień temu, w równie upalny piątek pozwoliliśmy sobie na małą rozpustę i zorganizowaliśmy w naszej czarującej siedzibie Hawaii Party.

IMG_2983G3

Impreza w hawajskim stylu udała się perfekcyjnie. Kolorowe drinki z palemką, pyszne przekąski, gorące rytmy i kwiatowe naszyjniki stworzyły wyjątkowy klimat i można było poczuć się trochę jak na Hawajach.

IMG_2956

IMG_2990
Było co świętować. Ze swojej rowerowej podróży wróciła do nas Jagoda. Opowiedziała nam o swojej wyprawie na koniec świata. Obszerną relację z jej wyprawy opublikujemy już niebawem. 

IMG_2901 (1)

Oprócz latynoskich tańców, rozegraliśmy mecz siatkówki, pobujaliśmy się na trick boardzie, odpoczywaliśmy na naszych pufach i leżakach oraz zajadaliśmy się pysznymi hawajskimi przekąskami, przygotowanymi specjalnie dla nas przez dziewczyny z Działu HR.

IMG_3037

IMG_3064

IMG_3065


Wszystkim polecamy taką integrację ! 🙂

Wyjątkowa Pasja – Jagoda na końcu świata

Zgodnie z zapowiedzią opowiemy trochę o niezwykłej podróży Jagody. Jeden rower, jedna osoba i ambitny cel – koniec świata. Poniżej znajdziecie kilka słów o podróży rowerowej z Warszawy do Finisterra w Hiszpanii. W tym odcinku opowiemy o tym, co zainspirowało ją do tej podróży oraz o przygotowaniach.

20160623_100712

Na początek kilka słów o celu podróży. Cabo Finisterre lub też Cabo Fisterra to ostatni punkt Drogi św. Jakuba – szlaku, który tradycyjnie rozpoczyna się od progu własnego domu a kończy, według niektórych wersji, w katedrze Santiago di Compostella, a według innych, nad brzegiem oceanu. Średniowieczni Europejczycy wierzyli, że Finisterra jest końcem płaskiego świata – za linią brzegu jest już tylko niekończący się ocean. Wiele osób, niezależnie od wyznania, podróżuje do tego miejsca, aby przeżyć duchową przemianę, pogodzić się ze sobą, zamknąć jakiś rozdział lub… zobaczyć jak wygląda miejsce, w którym kończy się świat. Najlepiej o podróży opowie sama Jagoda, która pokonała trasę ponad 3200 kilometrów. Odległość tym bardziej imponująca, że zrobiła to wioząc cały niezbędny sprzęt.

 

Skąd wziął się pomysł na taką trasę?

 

O samym szlaku wiedziałam z kilku źródeł. Przede wszystkim od mojego wujka, który zawsze chciał tam pojechać i nigdy mu się nie udało (śmiech). Teraz motywują go, bo warto przebyć tę drogę. Może w przyszłym roku mu się uda, trzymam za niego kciuki.

20160629_113119

Pielgrzymkę do Finisterry pokazano również w filmie Droga Życia. To historia młodego człowieka, który wyrusza na pielgrzymkę, jednak umiera w drodze. Jego ojciec kończy drogę za niego, to hołd oddany synowi i próba pogodzenia się ze stratą. Mocny, piękny film. Polecam każdemu. ładnie pokazuje to jak wygląda trasa – piękne widoki, ciekawi ludzi oraz… opuszczone miasta. W niektórych od dawna nie ma żywego ducha, inne zostały “reaktywowane” na potrzeby szlaku. To tylko wzmacnia atmosferę metafizyczności tej podróży.

20160701_075243

To także marzenie z dzieciństwa. Chyba każdy kiedyś tak miał, że chciał założyć buty i iść na koniec świata. Człowiek z czasem dorasta, pojawiają się obowiązki, czasu coraz mniej i ciężko wyrwać się z domu. Stwierdzałam, że dlaczego miałabym tego nie zrobić? Skoro Kuba mógł rzucić wszystko i popłynąć w rejs, to dlaczego miałabym nie spełnić swojego marzenia. W sumie, to nawet wyruszając z domu trochę nie wierzyłam, że to się dzieje naprawdę. Moja rodzina też nie, trochę powątpiewali, ale trzymali kciuki i pomagali mi jak mogli. Dużo dały mi też rozmowy z Adą (nasz manager do spraw b2b), która samotnie zwiedziła prawie cały świat. Trochę bałam się podróżować sama, ale odważyłam się.

 

Przede wszystkim chodziło mi o pogodzenie się z kilkoma rzeczami z mojego życia. Nabraniu dystansu do codziennych spraw i kilku rzeczy, które gdzieś tam we mnie siedziały. To podróż o bardzo metafizycznym, duchowym charakterze. Spod domu, zgodnie z tradycją, wzięłam dwa kamienie. Jeden zostawiłam na najwyższym punkcie trasy, pod krzyżem. Drugi wrzuciłam do Atlantyku. Obydwa symbolizują jakiś ciężar, coś co mi ciążyło. To o tyle ciekawe, że zostawiając pierwszy, faktycznie czuje się ulgę, nie tylko duchową. Po prostu lżej jechać dalej.

 

Jak wyglądały przygotowania?

 

Przede wszystkim podróżowałam palcem po mapie. Czytałam całą masę przewodników, studiowałam mapy, oglądałam filmy dokumentalne i relacje na YouTube. To bardzo dużo mi dało. Przede wszystkim utwierdziło mnie w przekonaniu, że to jest to, co chcę zrobić. Coraz bardziej się nakręcałam i coraz więcej planowałam. Wiedziałam, czego mogę się spodziewać i starałam się być przygotowana. No i wiedziałam, jakiego sprzętu potrzebuję.

 

Jestem zwolenniczką filozofii Kaizen. Generalnie chodzi o wprowadzanie zmian małymi kroczkami. Właśnie tak się przygotowywałam. Stworzyłam listę potrzebnych mi rzeczy i zorganizowałam sobie specjalne kartonowe pudło na sprzęt. Gdy miałam odrobinę wolnej gotówki, kupowałam jakiś drobiazg i wkładałam go do kartonu. Widziałam jak robi się tego coraz więcej. Od plastikowych sztućców, przez odzież aż do sakw. Jak skończyłam, wszystko wysypywało się na ziemię.

 

Wszystko zajęło mi około roku.

 

A co z rowerem?

 

Mój czarny rumak (śmiech). Zdecydowanie największy wydatek jeśli chodzi o podróż. Kupiłam go jako pierwszego, musieliśmy dać sobie czas na dotarcie się. Dużo osób polecało kupienie czegoś z przednim amortyzatorem i nie przejmowanie się tylnym. Tak właśnie zrobiłam. Dbałam o niego, starałam się nie ładować z nim tam, gdzie nie poszłabym pieszo. Przed wyjazdem zrobiłam pełny przegląd i serwis. Znam się na rowerach, ale poszłam do specjalistów, żeby nie mieć żadnych wątpliwości. Chciałam, żeby sprzęt był niezawodny i dokładnie taki był, chociaż nie obyło się bez małego tuningu po drodze. Taka ciekawostka – z całym osprzętem Rumak waży 20 kilo, więc można się namęczyć jadąc pod górkę.

 

20160620_083520


Nie bałaś się samotnej podróży, awarii lub kontuzji?

 

Pewnie, że się bałam. Może nie tyle bałam, co brałam to pod uwagę . To w końcu ponad 3000 kilometrów! Jeśli ktoś myśli, że na takiej trasie wszystko pójdzie zgodnie z planem i obędzie się bez przygód, to musi mieć naprawdę genialny plan (śmiech). Byłam bardzo niepewna noclegów. Większość pielgrzymów nocuje w schroniskach, hostelach i innych miejscach po drodze. Standard to wieloosobowe sale, w których wszyscy śpią razem. Myślałam, że nigdy nie wiadomo na kogo się trafi i tak dalej, ale myliłam się. Jest bezpiecznie, trafia się na bardzo ciekawych ludzi.

 
Przebieg podróży i refleksje Jagody już niedługo!

Wieści z podniebnej podróży autostradą Leh-Manali

Nasi Wyjątkowi motocykliści – Michał i Linas są już w trasie. Wczoraj żegnając się na kilka najbliższych dni z szerokopasmowym łączem, a tym samym z całym światem, przesłali nam ostatnie wici.

DSC_0111

Już na samym początku pogoda splotła im figla. Z powodu złych warunków atmosferycznych lot do Manali został odwołany. Polecieli więc samolotem do Chandigarth, a stamtąd wraz z dwójką podróżników z Portugali i Niemiec przeprawili się wynajętym vanem do Manali. “Wyobraźcie sobie – przebyliśmy 360 km w 10 godzin. Zamiast o 10.00 dojechaliśmy do celu 15 minut przed północą. Za to bogatsi o zbiór hinduskich piosenek i rewolucje żołądka jak po kolejce górskiej”. – pisze Michał. Musiało być bardzo wesoło 🙂

13814573_10205003383363103_179943_n

Po dotarciu na start wypożyczyli motory – poczciwe Royal Enfield. Są one najczęściej widywanymi na tej trasie jednośladami, gdyż najlepiej sprawdzają się na kamienistym i górzystym podłożu.

13843470_10204997542417083_1386199422_o

Wczoraj pokonali 4000 metrów. Dziś wjeżdżają na wysokość 4900 metrów. Jest ciężko, ale pogoda dopisuje. Trzymamy kciuki i życzymy szerokości ! Wierzcie, że na takiej trasie każdy metr nawierzchni jest na wagę złota 😉

13836034_10205003378202974_1054749544_o

Bądźcie czujni. Już niebawem, po powrocie Naszych Wyjątkowych podróżników opublikujemy obszerną relację z wyprawy.

Wyjątkowi Ludzie – Wyjątkowa Pasja – Michał i Linas

Kolejną osobą, która uwielbia nietypowe przygody jest Michał, nasz dyrektor do spraw sprzedaży i rozwoju. Jedną z jego pasji są góry. Inną motocykle. Jak połączyć to w spójną całość? Z pomocą przyszedł mu Linas – pomysłodawca Wyjątkowych Prezentów. Co szykują nasi śmiałkowie?

 

Jak kraść to miliony, jak wspinać się to na Himalaje. Chłopaki w ciągu 4 dni chcą pokonać 550 kilometrów dosyć nietypową trasą. Mowa o „autostradzie” Leh-Manali – najwyżej położonej „drodze” na świecie. Jej najwyższy punkt to przełęcz Tanglang La mająca aż 5328 metrów nad poziomem morza. Dla porównania, najwyższy szczyt Europy, Mont Blanc ma „jedynie” 4 809 metrów.

manali-leh-map

Tak trasa wygląda na mapie. Żeby jednak w pełni uświadomić sobie skalę wyzwania, jakim jest pokonanie tej trasy motorem, wystarczy spojrzeć na poniższe zdjęcia.

kishtwar-kailash-road1

Delhi-Manali-Leh-2

Warto dodać, że motory, którymi będą poruszać się Michał i Linas mają jedynie 28 koni mechanicznych – przy takich stromiznach lepiej nie szarżować z prędkością! Trzymamy kciuki za powodzenie wyprawy, obszerna relacja już niedługo.

 

Wyjątkowi Ludzie – Wyjątkowa Pasja

Często piszemy o tym, że cała załoga Wyjątkowego Prezentu ma swoją pasję. Nie każdy jednak wie, jakie to hobby oraz jakie niesamowite rzeczy z nimi robimy. Postanowiliśmy nieco Wam przybliżyć nasze Wyjątkowe Przygody. 

 

W najbliższym czasie pokażemy Wam, że pasja nie jedno ma imię, a podobne hobby mogą owocować zupełnie innymi wyzwaniami i celami. Na pierwszy ogień pójdzie Jagoda, nasz ekspert z działu produktu. Zainspirowana Wielką Podróżą Kuby, postanowiła wziąć sprawy w swoje ręce i spełnić swoje marzenie.

20160707_134331

 
To zdjęcie z pewnością wiele wyjaśnia, ale to tylko początek naprawdę interesującej historii… Niedługo pełna relacja!
 

Szkolenie, szkolenie i… zabawa!

Czy można połączyć przyjemne z pożytecznym w pracy? Oczywiście, wystarczy pracować u nas! Dziś w biurze gościmy czarujące Team Leaderki z odległych zakątków Polski.

 

Dziewczęta nie tylko poznają specyfikę pracy naszego biura, lecz przede wszystkim zyskują inspirację do pracy i dodatkowe narzędzia do promowania idei prezentów w formie przeżyć. Wizyta zaczyna się niewinnie, od oprowadzenia, przywitań i obowiązkowej kawy oraz ciasteczek.

DSC_0096

Chwilę później kończą się żarty, a zaczynają intensywne szkolenia. Do akcji wkraczają Michał oraz Bartek. Cały dzień  nauki może solidnie zmęczyć, dlatego dzień kończy chillout na pufach. A wszystko po to, aby jeszcze lepiej pomagać Wam oraz Waszym bliskim w wyborze przeżyć.

DSC_0105

Odwiedźcie nasze wyspy i przekonajcie się, jak wiele pasji do przeżyć mają nasze dziewczyny!!

 

Dlaczego mężczyźni kochają szybkie samochody?

Szybkie, mocne, piękne, luksusowe… lubimy różne samochody, ale najbardziej pociągające są te, które zawierają wszystkie te cechy. Samochody osobowe w czasach, gdy nastoletni chłopcy dostają pierwsze auta na osiemnastkę, nie robią już dużego wrażenia. Zazwyczaj traktowane są jako zwykłe środki transportu. W dodatku jazdy sportowym samochodem, nie można porównać do jazdy osobówką. Dlatego tego typu auta bardziej przyciągają mężczyzn, marzących o przejażdżce nimi.

IMG_2229

 

Kobiety od lat twierdzą, że szybkie auta są dla facetów atrybutem męskości. Każdy z nas choć raz w życiu widział zimny łokieć, wystający zza okien sportowej, odjeżdżającej z piskiem opon bryki. Taki obraz szpanującego za kółkiem mężczyzny lansują też media i współczesna kultura. Ile w tym prawdy, a ile stereotypu?

 

Jak się okazuję, skojarzenie nie zostało wyssane z palca. Naukowcy odkryli, że dreszczyk emocji wywołany przejażdżką sportowym autem powoduje wzrost testosteronu u mężczyzn. Poziom testosteronu z wiekiem spada, a mężczyźni po 50 roku życia, z niskim poziomem tego hormonu, umierają o 33 proc. częściej. Jakiś czas temu naukowcy z Concordia University w Montrealu przeprowadzili badania na grupie mężczyzn, którym zaproponowano przejażdżkę dwoma autami – nowym Porsche 911 Carrera i 16-letnią Toyotą Camry. Po przejażdżce obydwu grupom kierowców zbadano poziom hormonów. Co się okazało, jazda Porsche sprawiła, że kierowcom wzrósł poziom testosteronu. Natomiast u mężczyzn, którzy prowadzili zdezelowaną Toyotę, poziom testosteronu obniżył się.

 

Jednak nie tylko jazda szybkimi samochodami, może powodować wzrost testosteronu u mężczyzn. Sporty ekstremalne, wyzwalające adrenalinę, a także wszelkie gry i zawody, w których widoczna jest rywalizacja pobudzają wytwarzanie testosteronu.

IMG_2334

Tylko dlaczego samochody? To wszystko związane jest także z naszymi przyzwyczajeniami, które nabyliśmy w dzieciństwie. Dziewczynki dostawały lalki i zestawy małej pielęgniarki, a chłopcy właśnie samochody, figurki superbohaterów, plastikowe narzędzia… Rodzice nauczyli nas cieszyć się z tego co się dostaje. Emocje towarzyszące nam w dzieciństwie, udzielają się w dorosłym życiu, kiedy mamy do czynienia już z zabawkami większych gabarytów. Dlatego właśnie co poniektórym panom cieknie ślinka na widok nowego Lamborghini Galardo.

 

Spory między kobietami a mężczyznami, wynikające z prowadzenia samochodu, też mogą być przyczyną sympatii mężczyzn do czterokołowych pojazdów. Mężczyźni uwielbiają rywalizację, a większość z nich uważa się za lepszych kierowców. Cytując bohatera ostatniego filmu Marka Koterskiego, wypowiadającego się lakonicznie o kobietach – “Migają w prawo, skręcają w lewo”, idealnie odzwierciedla stereotypowe myślenie mężczyzn na temat kobiecego prowadzenia pojazdu. Jednak nieprawdą jest, że mężczyźni są lepszymi kierowcami niż kobiety. Statystycznie jest po prostu więcej czynnych kierowców płci męskiej niż damskiej. Dlatego utarło się, że to zawsze faceci prowadzą. Natomiast wielu z nas zapewne zna w swoimi otoczeniu kobiety, które prowadzą fenomenalnie i lubią jazdę samochodem.

IMG_2481

 

Choć widok płci pięknej pod maską samochodu, uznany został w dobie pop-kultury za pociągający, to w życiu codziennym jest on rzadkością. Kobiety buntują się przed stereotypami, ale jak pokazują badania co 3 kobieta, gdy zepsuje jej się samochód dzwoni do swojego męża, brata, przyjaciela z prośbą o pomoc. Dlatego potężne maszyny, zapach benzyny, smar i palona guma nadal bardziej będą kojarzyć nam się z mężczyznami niż kobietami.

 

Wyjątkowe odwiedziny z 4 stron Polski

Wczoraj w siedzibie Wyjątkowego Prezentu mieliśmy okazję gościć nasz nowy narybek POS-owy. Dziewczyny silnym 8-osobowym składem przybyły do nas z Bytomia, Kielc, Trójmiasta i Poznania. Podczas wizyty nasi Koordynatorzy Regionalni – Bartek i Czarek zorganizowali dziewczynom szkolenie sprzedażowe, a Bianka jako głowa rodziny Dream Service’u,  przeprowadziła nowym koleżankom szkolenie z obsługi klienta.

 

„Multum przydatnych informacji, przedstawionych w ciekawy i kreatywny sposób. Jestem przekonana, że to szkolenie zaprocentuje w dalszej pracy na Wyspie Przeżyć”.

Edyta, POS Agora Bytom

 
teamGirls

Z okazji tej miłej wizyty zrobiliśmy sobie w biurze Dzień Pizzy. Wiadomo, nic tak nie łączy ludzi jak fastfoodowa rozpusta 😉 Był czas na zintegrowanie się, porozmawianie o sprawach firmy, ale także na poznanie dziewczyn, ich pasji i zainteresowań. Czujemy, że będzie nam się świetnie razem pracowało.

pizzagrupowe

Po jedzeniu koledzy z biura pokazali dziewczynom naszą ulubioną zabawkę – Trick Board. Jak tylko nauczyły się utrzymywać równowagę, nie mogły się od tego oderwać. My już to wiemy, że Trick Board uzależnia !

 20160705_142624 (1)

Na sam koniec popołudniowej integracji – szybka sesja zdjęciowa i z zastrzykiem pozytywnej, świeżej energii można było wracać do pracy.

 

Witamy na pokładzie i zapraszamy częściej ! 😉

grupowe